Noszę rzeczy ze szmateksów, ale starannie dobrane. Nie jestem „no logo” i lubię dobre marki, głowie ze względu na materiał. Dotyczy to także kosmetyków, mieszkań, mebli, fryzjera…..
Poproszono mnie bym napisała, co lubię, jakie marki, jakie ciuchy, jakie kosmetyki. Dobrze, choć czasami to tylko marzenie ściętej głowy. Ale przyznam, że wolę odłożyć i kupić jedną rzecz markową niż dziesięć tanich. Na przykład wole dżinsy Replay niż nieznanej marki, wolę ciuchy Diesla i torebki Chloe i Prady.
Lubię notatniki i kalendarze Moleskine niż zwykłe.
Starannie wybieram meble i dodatki, najczęściej szukając antyków nieco podniszczonych, ale za to w niskiej cenie – tu nie mam mowy o zakupach w Desie. Dodatki lubię kupować w Duca (dobra, powiem to: mam poduszki , z których jedna kosztuje 160 złotych).
Najważniejsze są dla mnie kosmetyki: wolę Helenę Rubinstein czy Diora od Astora. Nie ma mowy żebym kupiła maskarę Maybelline. Ale już na dzień w zupełności wystarczy mi mocno nawilżający krem z seriii La Roche Posay z apteki.
Nie pójdę do fryzjera - będę chodziła w czapce do oporu! - póki nie będzie mnie na niego stać, a od lat chodzę do tego samego, najdroższego w Krakowie.
Uwielbiam kaszmirowe płaszczyki Max Mary, ale czekam na przeceny, bo - nie dajmy się zwariować! – nie zapłacę 8 tysięcy za płaszcz.
Właśnie! W drogich markowych sklepach najlepsze są przeceny, bo sięgają nawet 70 procent.
Zauważyłam, że takie rzeczy cenię, zaś inne workami daję koleżankom – wymieniamy się na ogół co ciekawszymi sztukami a reszta ląduje w komisie lub na śmietniku.
Po co mi kolejna bluzka z H&M, skoro będzie ją nosiło kilkadziesiąt kobiet?
Dlatego nawet nie chodzi o marki. Chodzi o wybór sklepu.
Więc w swoim snobizmie jednak wolę porządny szmateks i komis. Mam namierzone trzy komisy i jeden naprawdę sensowny szmateks, w którym zaopatruje się w markowe ciuchy. (adresu nie podam!)
Jedynie buty i kosmetyk kupuję w sklepie. Buty najlepiej Apii lub sportowe Nike czy Converse.
Mam też wielką słabość do piżam, koszul nocnych i tzw. rzeczy po domu, dlatego - trudno, przyznam się - kupiłam za kilkaset złotych aksamitny dres. Ale przynajmniej mogę w nim wyjść do sklepu. No i skarpetki. Co tu dużo mówić - tylko i wyłącznie z naturalnego materiału . Boże! A słabość do rajstop! Tylko z dobrych sklepów.
i, oczywiście jedzenie: dobre, z porządnego sklepu, najczęściej z Almy. Ryby tylko w ptaki i we wtorki, kiedy jest świeża dostawa. Owoce morza, włoskie makarony. Na jedzeniu nie oszczędzam nigdy.
Tragedia – przecież rajstopami czy kremem Rubinstein nie zapłacę rachunku.
Ale uleganie słabościom, od czasu do czasu, bez chorobliwej przesady, po prostu poprawia samopoczucie.
Katarzyna T. Nowak
autorka biograficznej ksiazki "Moja mama czarownica. Opowiesc o Dorocie o Terakowskiej"(WL 2005)
i powiesci "Kobieta w wynajetych pokojach" (WL 2007)
http://katarzynanowak.universum.net.pl